Jak być wolnym?
Co to znaczy być wolnym?
Mieć dostatek pieniędzy?
Zamożność, od teraz Twoim zadaniem jest jej nie stracić.
Proszę mnie źle nie zrozumieć, ja doskonale znam wachlarz zalet posiadania, ale banalnie łatwo podważyć tezę, że to uwalnia od trosk.
Napotykam, widzę, słucham wystarczająco dużo majętnych ludzi, żeby widzieć pulsującą w nich neurotyczność.
Zamożne troski są jakościowo lepsze, ale trudno nazwać to wolnością.
Jeśli spadnie ci z nieba sztabka złota (a niech ci spadną i dwie, serdecznie życzę), od teraz twoim zmartwieniem jest, żeby tej sztabki nie stracić. Żeby ją ulokować, przetopić, zabezpieczyć, sprzedać bez straty. Od teraz Twoją niewolą jest słuchanie ekspertów od domniemanej finansowej wolności.
No to może wolnością jest brak chorób i innych nieszczęść?
Tylko co z tego.
Czy możemy to faktycznie kontrolować? Nawet jeśli podejmiemy się wszystkich znanych ludzkości czynności mających na celu bezpieczne i zdrowe życie, zawsze będzie czyhać na nas arsenał zagrożeń, na które wpływu nie mamy.
Jeśli podejmiesz się wyzwania biohackingu, od teraz Twoim zniewoleniem jest czytanie etykiet, kontrolowanie składników, harmonogramu, nadzorowanie ciała, zmian, wskaźników.
Może w ogóle nie da się być więc wolnym? Może bycie żywym jest nierozerwalnie związane z jakimś stopniem zniewolenia? Zniewolenia poprzez biedę, poprzez bogactwo, brak, nadmiar, wynikające z nich różnorodne konieczności obarczające byt.
Z drugiej strony nieistnienie trudno nazwać wolnością, skoro nie dotyczy już pojęć ludzkiego systemu znaczeń. To znaczy, owszem można, ale gdy wyabstrahujemy wolność poza żywot, to zasadniczo możemy przestać o niej gdybać. To temat na później, na nigdy, na wcale.
Wydaje mi się zresztą, że nieistnienie to coś innego, wolnego nawet od samej kwestii wolności.
Z kojącą perspektywą przychodzi Epiktet, filozof stoicyzmu. Swoje o zniewoleniu wie, bo sam był niewolnikiem w dosłownym słowa znaczeniu.
On twierdzi, że prawdziwa wolność istnieje.
Ba, jest dostępna każdemu z nas. Niezależnie od warunków, z jakimi przyszło nam się zmierzać.
Epiktet zwraca uwagę na źródło, z którego płynie postrzeganie pojęć
Czyli na umysł.
Źródło wszelkiego zniewolenia: bogatych, biednych, zdrowych i chorych.
Stoik stwierdza: zniewolenie to bycie poddanym własnych impulsów, emocji, zmiennych uczuć i pragnień. Toż to truizm, co z tym czynić?
Wolność w świecie zewnętrznym nie jest z góry ustalonym stanem, trudno o konsensus w ramach oficjalnej definicji.
Wolność znaczy dla nas różne rzeczy, na różnych etapach życia.
Gdy jesteśmy biedni, to bieda jest źródłem niewoli; gdy chorzy, jest nim niedostatek zdrowia; gdy samotni, jest nim brak więzi, i tak dalej.
Ale w każdym przypadku decyzja o przyznaniu kategorii zniewolenia zapada w umyśle.
Stoicy twierdzą, że zapanowanie nad tym źródłem prowadzi do prawdziwej wolności.
Do uwolnienia się od nieustannej identyfikacji z falą naszych uczuć.
Nawracającą refleksją podczas czytania Epikteta jest to, jak daleki jest stoicyzm od współczesnych wymagań. Dzisiaj oczekuje się od nas pełnego zaangażowania w każdy gatunek spraw: swoich, nie swoich, lokalnych, globalnych, dostępnych na wyciągnięcie ręki i wykraczających poza zdolności poznawcze jednego człowieka. Wpływa na to algorytm premiujący zaangażowanie, globalizm w całej swej potędze zrzucający Wszechświat na małego człowieka, i będący zasadniczo jego pochodną prymat natychmiastowości.
Z drugiej strony nauki z Diatryb pokazują jak uniwersalne w kontekście historii ludzkości są zmagania człowieka z samym sobą. Owszem, zmienia się powierzchowna warstwa tych problemów, ich pozorny wizerunek. Kiedyś był nim twój pan stojący nad tobą z biczem, dzisiaj jest z nim niestabilny psychicznie menadżer. Kiedyś cierpienia ciała, które zalewały goryczą umysł; dzisiaj cierpienia umysłu, które zalewają goryczą ciało.
Które są więc większym zniewoleniem?
“Zniewagą nie jest czyn, tylko wyobrażenie o czynie, ze niesie zniewagę”.
Polecam lekturę.
[Refleksje po “Jak być wolnym”]