Czy renesansowa rzeźba Dawida jest piękna?
Prognozując oczywistą odpowiedź na retoryczne pytanie, pójdę o krok dalej.
Czy miliard rzeźb Dawida, w każdym zakątku planety, na każdym rogu ulicy, przed każdym domem
to również piękno?
Rewolucja przemysłowa podważyła wartość klasycznej definicji piękna: jako harmonii, symetrii, proporcji i ładu.
Uczyniła to za sprawą skali.
Bo o ile przed epoką nowoczesną, przed połową XIX wieku stworzenie przedmiotu, który charakteryzowała estetyczna perfekcja wymagało nie lada umiejętności, talentu, doświadczenia i wysiłku
to maszyna zbanalizowała te wartości.
Czym byłoby krzesło przed epoką industrialną? Wyczynem, który musiał zrekompensować wysiłek jego twórcy.
Jego cena, w co poniektórych przypadkach podwyższona o renomę autora, zasadniczo była nierozerwalnie związana z jakością formy. Gdy jednak okazało się, że to samo krzesło o doskonałych proporcjach może być replikowane w nieskończoność przy zerowym wysiłku,
wartość krzesła załamała się
jego piękno okazało się banalne
niemal przezroczyste.
Masowa produkcja dóbr, w sposób niespotkany wcześniej w historii ludzkości przewróciła do góry nogami bazy, na których opierał się świat. I nie jest to ocena negatywna sensu stricte.
Bo ten starodawny świat etykę miał co najmniej wątpliwą.
I ani mnie, ani Ciebie nie byłoby dziś tutaj bez tego industrialnego przewrotu historii.
Ale bezspornie świat porewolucyjny postawił artystów i rzemieślników przed egzystencjalnym pytaniem: skoro perfekcja jest niemal bezwartościowa,
co czynić? Jak zachować wartość?
Odbiorca zadawał sobie podobne pytanie:
Co kupować? Co ma wartość?
W ten sposób zaczął rodzić się nowoczesny marketing, który miał za zadanie dostosować powagę marki do skali. Im większa skala, tym większa rola marketingu.
Aby autorstwo było równie potężne jak rozmiar produkcji.
Wtedy zrozumieliśmy powszechnie, że niematerialne właściwości produktu są niemal równie istotne jak sama materia.
Być może bardziej istotne, bo stanowią komunikat o intencji.
Nie są bezmyślnością maszyny
która tworzy bezmyślny świat.
Pójdę jeszcze o krok dalej, za głosem postmodernistów, którzy już w latach 60 diagnozowali zmianę paradygmatu: powszechny kryzys wiary w uniwersalne wartości, poczucie pustki nie wynika dzisiaj z braku materialnego,
tylko z nadmiaru.
A konkretnie, z nadmiaru znaczeń.[1]
Z nadmiaru logotypów, nazwisk, haseł reklamowych pod którymi kryje się trudna do ujęcia wartość.
W XXI wieku szukamy tej wartości wszyscy.
Wytwarzają się nurty wartości: kupuj stare, kupuj jakościowe, kupuj beznadziejne, nie kupuj wcale.
Ale zabrakło nam jednolitej wiary, jakiegoś uniwersalnego sensu. Został nam odebrany w zamian za lepsze warunki życia.
A teraz powiedz mi, czy ten historyczny przykład, który do teraz odbija swoje piętno na społeczeństwie, drążąc kryzysy zdrowia psychicznego, wartości, równości
nie jest tym, co dzieje się obecnie pod naporem rewolucji technologicznej?
Czy nadmiar bezwysiłkowej myśli, treści, idei nie sprawił już, że myśl traci na wartości?
Czy jej hiperdostępność nie anonimizuje autora? Nie czyni go bezwolnym nośnikiem technicznej refleksji?
Skąd wiesz kto mówi?
Prace naukowe, eseje filozoficzne, proza i poezja renderowana przez technologię.
Do tej pory mówiliśmy: materia nie ma takiego znaczenia, mamy jeszcze idee.
A co, gdy zostaną nam odebrane i one?
Co nam pozostanie?
[1] nawiązuję do dzieł Baudrillarda